Wolność i dyscyplina

Renata Dalgiewicz- Nowak


Wolność i dyscyplina- dwie strony tego samego medalu.
Praca egzaminacyjna napisana w ramach Kursu Dyplomowego Montessori 2014
„Wolność oznacza samodzielność, ale nie można bić i innym zabierać, nie wolno mówić brzydkich słow, żeby kogoś nie urazić. Wolno mówić Łądne słowa, bawić się z innymi. Wolność oznacza, że mogę zapaliać znicze na cmentarzu zapałkami.”
Maciuś, lat7
Rozważając to stwierdzenie w obszarze wychowania dziecka, spróbuję przeanalizować wszystko od początku. Na oczątek zadałam sobie pytanie o celowość wychowania, czyli takiego oddziaływania generacji starszej na młodszą, które ma na celu osiągnięcie oczekiwanych rezultatów. Po co to robimy? Po pierwsze- człowiek od urodzenia nie posiada umiejętności samodzielnego przetrwania. Z pierwszego wynika, że człowiek nigdy nie jest sam i stale, od momentu pojawienia się na ziemi, poddany jest oddziaływaniom innych, a także sam na innych oddziałuje. To oddziaływanie skutkuje zależnościami, związanymi z innymi ludźmi bądź obiektami. Pod pojęciem obiekty rozumiem tutaj elementy przyrody tj. rośliny i zwierzęta oraz wytwory ludzkie. Bycie w zależności, w związkach z innymi ludźmi czy obiektami determinuje zachowanie każdej jednostki. Dziecko rozwijając się odkrywam że ono samo wpływa na zachowanie innych, czy też potrafi dokonać zmian w otoczeniu oraz, że inni też na niego wpływają. Te interakcje bywają odbierane pozytywnie bądź negatywnie. Aby odbierać pozytywne odczucia w tych zależnościach, każdy element tego związku musi modyfikować swoje działania. Tego uczyli się ludzie od początku istnienia, przekazując tę wiedzę następnym pokoleniom. Poprzez wieki istnienia ludzkości wypracowano szereg metod wspólnego oddziaływania na siebie, w taki sposób, aby istniała równowaga i porządek. Wychowawcy dążą w swych działaniach do tego, aby każdy nowy człowiek pojawiający się na świecie, stawał się elementem tej równowagi i porządku, i sam też taki stan osiągnął. Rozważając drugi powód działań wychowawczych, determinuje on taką aktywność wychowawców, która zmierza do szeroko pojętego usamodzielnienia się dziecka. To usamodzielnienie ma dać dziecku szansę przerwania na świecie, pozwolić na właściwe funkcjonowanie w otoczeniu, w którym będzie żył. To funkcjonowanie narzuca od razu zależność od innych czynników i tak właśnie jest. Dziecko, będąc istotą od swoich rodziców, czy opiekunów potrzebuje rozwinąć i nabyć umiejętności, które uniezależnią go od opieki innych, czy też ściślej od obsługiwania. Od samego poczęcia dziecko podlega prawom danym mu od Boga – prawom rozwoju, prawom wzrostu. Podobnie, jak pęd rośliny napędzany jest cudowną siłą do tego, by wzrastać, by czerpać z gruntu, to, czego potrzebuje, tak ludzka istota posiada naturalny pęd do rozwoju, który każe mu czerpać z otoczenia to co jest mu potrzebne. Człowiek jest częścią tego świata, który jest uporządkowany i podlega tym samym prawom i porządkowi. Aby wewnętrzny rozwój istoty ludzkiej przebiegał właściwie, w sposób właśnie uporządkowany, musi się on zharmonizować z porządkiem zewnętrznym. Elementami tego zewnętrznego porządku jest cały świat, ogólnie zwany kosmosem, ale też świat przedmiotów, w którym dziecko rozwija się bezpośrednio, na co dzień. W tym ogólnym porządku wychowawca musi umożliwić dziecku zbudowanie siebie w świecie, w którym od urodzenia przebywa. Dlatego też tak ważne jest, aby rozwój dziecka, przechodzący przez kolejne fazy rozwojowe, odbywał się we właściwie przygotowanym do tego otoczeniu. To otoczenie ma sprzyjać budowaniu wewnętrznego porządku. Bardzo wyraźnie ujęła to w swojej książce Małgorzata Miksza: „Wychowanie, jako szczególny rodzaj wsparcia i pomocy, powinno prowadzić do spotykania się wychowanka z porządkiem Wszechświata. Stąd przygotowane otoczenie zawiera owe istotne impulsy będące odpowiedzią na pojawiające się wrażliwe fazy, co prowadzi do budowania porządku psychicznego, moralnego i duchowego”. Maria Montesssori uważała, że aby rozwój dziecka przebiegał właściwie i optymalnie, dziecko potrzebuje wolności. Według niej ta wolność jest podstawową potrzebą dziecka.
Ale cóż to jest ta wolność?
Przypadkowe dorosłe osoby, zapytane, o to, co to znaczy, że człowiek jest wolny, wszystkie były w zasadzie zgodne. Wolny człowiek nie musi robić tego, co mu się każe, może robić, co chce, nic nie musi, nie musi stosować się do zakazów i nakazów. A dziecko wychowywane w duchu wolności? Według badanych przysporzyć może jedynie problemów, „no bo, jak mu wszystko wolno, to potem pójdzie i coś ukradnie, albo kogoś zabije”. Podobnie, jak za czasów Marii Montessori, która pisała o pedagogach będących pod wpływem J.J. Rousseau „Bardzo często mają oni pojęcie o wolności takie samo, jak ludy w chwili, gdy się zbuntują, przeciwko odwiecznym kajdanom niewoli (…)”. Wg Słownika Współczesnego Języka Polskiego wolność to: „niezależność, niezawisłość, swoboda, samodzielność”, ale też „określone prawo obywateli do czegoś, wyznaczone przez dobro powszechne, interes społeczny, porządek prawny”.
A co z tą montessoriańską wolnością?
Metoda wychowawcza Marii Montessori bazuje właśnie na wolności. Metoda ta „musi mieć na celu uwalnianie dziecka z tych więzów, które ograniczają jego spontaniczną aktywność”. Dzięki wolności dziecko może w sposób optymalny się rozwijać, intuicyjnie wybierając swoje działania zgodnie ze swoim planem rozwoju, jaki każdy człowiek w sobie posiada. Wolność nie jest dziecku dawana, tę wolność trzeba zbudować. Wolność należy potraktować wieloaspektowo. Jeśli zastosujemy podział na wolność zewnętrzną i wewnętrzną i dodamy do tego zgrubną definicję, że zewnętrzna wolność oznacza na przykład brak spętania, możliwość swobodnego wykonywania ruchów; w takim razie, co oznacza ta wolność wewnętrzna? Ta wolność to prawo do czegoś, prawo do działania, prawo do wyboru rodzaju działania, prawo do rozwoju według własnego rytmu. I tu zauważmy, że jest to „wolność do”, zatem mamy podstawowy nawet literalny dowód na to, że w Montessori dziecko ma prawo do wolności do czegoś, a nie wolności od czegoś. Jest tu gdzieś na początku chęć uwolnienia się spod opieki dorosłych – taka pozytywna, dająca skrzydeł, dobra i szczera.


Tu również zauważa się to zazębienie tych dwóch wolności :Wolność dziecka polega na jego uwolnieniu (Freigabe, danie wolności, wolności od) prowadząc je do wyzwalania się (Freiwerden, stawanie się wolnym, wolność do)”. Jest jednak większości ta wolność ukryta pod słowem „prawo do…”. Wolność, zatem w tym rozumieniu kojarzyć powinna się pozytywnie, w przeciwieństwie do zyskiwania wolności w takim powszechnym rozumieniu. Wolności nie można mylić z pozwalaniem na wszystko.Montessori mówi, że każdy musi nauczyć się korzystania z wolności. Robienie, co się chce, nie koniecznie oznacza bycie wolnym. I tutaj wkracza dyskretnie, by nie zniszczyć podszytego dobrem pędu do wolności, nauczyciel Montessori. Według M. Montessori „pierwsza forma interwencji wychowawczej powinna mieć na celu prowadzenie dziecka po ścieżkach samodzielności i niezależności”. By zaspokoić potrzebę wolności, organizuje on otoczenie tak, by ta wolność budowała się tam i trenowała. W otoczeniu tym są obiekty materii ożywionej i nieożywionej. I tu zaczynają się tzw.  Schody. Pojawia się natychmiast dylemat nurtujący tych, którzy spotykają się z tą metodą pedagogiczną- Na ile mogę pozwolić dziecku? Czy w metodzie Montessori mogę dziecko ograniczać? Mogę mu czegoś zabronić, ingerować w jego zachowanie? Przecież mam podążać za dzieckiem i dawać mu swobodę. Stosując w pracy z dzieckiem metodę M. Montessori, wychowujemy do wolności. By ta wolność nie była jedynie zaspokojeniem własnych popędów, czy nagłych impulsów, by nie oznaczała robienia tego, na co w danym momencie ma się ochotę, by nie była taką zewnętrzną powierzchowną formą wolności, trzeba ją zbudować, wypracować i wymodulować.
Po co ?
Bo inni również mają prawo do wolności. Żyją z innymi człowiek musi osiągnąć inny poziom wolności- wolność wewnętrzną, która pozwoli mu żyć w zgodzie z innymi. To taki inny wymiar wolności- mam wolę i wybieram to, czego chcę się nauczyć, wybieram czas, w którym to robię, wybieram miejsce, w którym chcę to robić, mogę usiąść lub się położyć, mogę odpocząć, gdy jestem zmęczony. Ale nie wszystko mi wolno.
Jak to? Dlaczego?
Bo nie jestem sam!
I co z tym zrobić?
Jak leżysz na środku, nikt nie może przejść! Może umówimy się, że można leżeć z boku. Jak krzyczysz, nie słyszę pani. Umówmy się, że krzyczymy na dworze, a tu mówimy cicho. Jak nie odkładasz pomocy na miejsce, nikt nie może z niej skorzystać. Umówmy się, że pomoce odką damy na miejsce. Chcesz leżeć? Możesz, ale nie na środku, bo wtedy przeszkadzasz w przechodniu innym. Chcesz krzyczeć? Rób to na dworze, bo w Sali pracują dzieci i przez krzyk nie słyszą siebie nawzajem. Jeśli chcesz pracować z pomocą, to pracuj, jak dugo chcesz, ale, jak nie korzystasz z pomocy, odłóż ją na miejsce. Tak powstają zasady, ograniczenia, nomy. Tu, w tej rozważnej i właściwie pojmowanej montessoriańskiej wolności ukryła się dyscyplina.
Co to jest dyscyplina?
Według Słownika Języka Polskiego dyscyplina  to „rygorystyczne reguły postępowania, wprowadzane w grupie albo narzucane sobie samemu; też: podporządkowanie się tym regułom”. Z wolnością i z dyscypliną jest tak, jak z wolną wolą i determinizmem- będąc częścią wszechświata zależymy od pozostałych jego elementów, zatem nasze działania zdeterminowane są istnieniem świata zewnętrznego. Fizyka opisuje istnienie oddziaływań pomiędzy ciałami we wszechświecie, różnych w zależności od tego, jakie te ciała są i jakie są miedzy nimi odległości. Oddziaływania te budują różne związki i wpływają na zachowanie ich elementów. Wszystko, co istnieje we wszechświecie poddane jest oddziaływaniom ze strony innych ciał, obiektów, bytów. Tak samo ludzie, będąc obiektami fizycznymi budują związki oddziałujące na siebie wzajemnie. Oddziaływania te i związki determinują działania pojedynczego człowieka. Jeśli wolność rozumiemy, jako całkowitą swobodę a nawet samowolę to oznaczałoby ona brak oddziaływania na jednostkę. Taki stan nie istnieje, gdyż musiałaby istnieć  całkowita próżnia. Owszem, im dalej siebie są dwa obiekty, tym ich wzajemne oddziaływania są słabsze i można by zbliżyć się do całkowitej wolności. Ale na ziemi nie ma takich obiektów i miejsc, gdzie ktokolwiek lub cokolwiek byłoby być nieoddane żadnym oddziaływaniom. Aby zapewnić takim oddziaływaniom pożądaną wszędzie równowagę, czyli porządek trzeba określonych warunków i to one właśnie są ową dyscypliną. W grupach społecznych te warunki to normy- moralne, etyczne, prawne. Wolność dziecka, podobnie jak każdego innego człowieka, ograniczona jest zatem normami, które tworzą zasady zawarte w tzw. regulaminach. Często mylimy wolność zewnętrzną z wolnością wewnętrzną. Podobnie jest z dyscypliną. Kojarzy się ona większości ludzi negatywnie, z zewnętrznym przymusem i karami. W podejściu montessoriańskim dążymy do tego, aby dziecko zbudowało wolność i nabyło umiejętność samo dyscyplinowania siebie będąc aktywnym, dobrym, pracującym. Nie należy mylić wewnętrznej wolności człowieka z samowolą. Tak samo, dyscypliny z bezruchem, biernością. Samodyscyplina implikuje wolność, ponieważ kontrola nas sobą, własnymi impulsami i wybór woli są prawdziwą wewnętrzną wolnością. Wolność nie oznacza płytkiej spontaniczności do czynienia czegokolwiek, która posiada każdy człowiek kierowany impulsami. Wolność trzeba wypracować. Jest to trudną pracą człowieka  buduje w sobie te wolność od urodzenia. Stan wolności wewnętrznej podobny jest do stanu równowagi. Można go osiągnąć wtedy, gdy jesteśmy niezależni od innych ( co nie oznacza, że ich nie potrzebujemy), gdy jesteśmy odpowiedzialni za sienie, ale i za otaczającą nas rzeczywistość. Nie można oderwać olności od norm społecznych, prawnych czy moralnych, które obowiązują tam, gdzie człowiek nie jest sam. To też determinuje zachowania człowieka i zgodnie z powiedzeniem, że wolność jednego człowieka kończy się tam gdzie zaczyna się krzywda drugiego człowieka, wolność dana nam, jako samodzielność każdej jednostki. Maria Montessori daje nam wskazówkę: „Pierwszą umiejętnością, jaką dzieci muszą nabyć, aby się aktywnie zdyscyplinować, jest zrozumienie, co jest dobre a co złe;, Zatem kluczem do budowania dobrze po0jętej wolności jest dobro. Według Katechizmu Kościoła Katolickiego:” Im więcej człowiek czyni dobra, tym bardziej staje się wolnym. Prawdziwą wolnością jest tylko wolność w służbie dobra i sprawiedliwości. Wybór nieposłuszeństwa i zła jest nadużyciem wolności i prowadzi do niewoli grzechu” (KKK1733). Jednym z podziałów wolności jest rozgraniczenie jej na wolność zewnętrzną i wewnętrzną. Według mnie człowiek „wolny zewnętrznie: chce panować nad światem, człowiek zaś „wolny wewnętrznie” panuje nad sobą. Z tego pierwszego wyniknąć może tylko zło a z drugiego oczywiście dobro. Wolność nadaje człowiekowi wartość. Bo wolność wynika z posiadania władzy nad samym sobą. A ta wynika z samokontroli, czyli z dyscypliny. Aby słuchać innych dziecko jak każdy człowiek musi być panem siebie. Słucha ono wtedy aktywnie, a jego dyscyplina nie jest efektem kar czy nagród za właściwe zachowania, ale efektem zrozumienia tego, że każde działanie niesie za sobą konsekwencje. Prowadzi to w efekcie do ukształtowania człowieka znormalizowanego, czyli takiego, który osiągnął poziom rozwoju swoich chęci, samodzielności, wewnętrznej samokontroli i dyscypliny, że jego intelekt i ciało współpracują jako całość. Znormalizowany człowiek jest równoznaczny z człowiekiem zrównoważonym, posiadającym poczucie własnej wartości- człowiekiem wolnym. Do tego właśnie został każdy z nas powołany, jak napisał Św. Paweł w Liście do Galatów: „Wy zatem, bracia, powolni, zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności, jako zachęty do hołdowania  ciała, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie. Bo całe prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” Gal 5. 13-14
Z przeprowadzonych rozważań wysnułam dwa wnioski:
-prawdziwa wolność we wszechświecie istnieje nierozerwalnie z dyscypliną, której definicja ukryta jest w Przykazaniu Miłości,
- ten medal, który z jednej strony ma wolność a z drugiej dyscyplinę, to NORMALIZACJA.

София Дървен материал цени

София Дъски цена